drukuj

Międzynarodowe tajemnice zaklęte w historii Nowej Soli

Arabska klapa na ul. Kasprowicza w Nowej Soli

Skąd u nas taka egzotyka?

Fot. Filip Pobihuszka

Niemcy, Polacy, Rosjanie – to głownie oni kształtowali Nową Sól, choć zdarzały się w historii epizody, gdy okolicą władali Szwedzi czy Francuzi. Czy po niegdysiejszych gospodarzach tych ziem zostały jeszcze jakieś ślady?

Gruss aus Neusalz

Nowa Sól przez znaczą część swojego istnienia była miastem niemieckim i nie da się ukryć, że w pewnym sensie dalej nim jest. Przedwojenna zabudowa wciąż stanowi większy odsetek budynków w mieście i niejako przypomina o czasach dawnej świetności, gdy dwa potężne zakłady Gruschwitza i Krausego, znane dziś jako „Odra" i „Dozamet" napędzały gospodarkę i sławiły w Europie imię XIX-wiecznego miasta. Dziś po niemieckich mieszkańcach zostały nam tylko stylowe kamieniczki, które – o ile nie doczekały się jeszcze remontu – odsłaniają pod pękającym tynkiem niemieckojęzyczne szyldy sklepów. Jednak by dostrzec napisy w języku niemieckim, wcale nie trzeba prześwietlać każdego domu z osobna. Czasami wystarczy schylić się i przyjrzeć włazom kanalizacyjnym w starej części miasta, które oprócz tego, że zaskakują mnogością form, to zawsze okraszone są inskrypcją „Neusalz".

Wspomnieniem starych czasów są też... mieszkańcy. Bo żyją w Nowej Soli ludzie urodzeni jeszcze w Neusalz, którzy dzwoniąc do rodziny dawno już przebywającej za Odrą mówią: - A wiesz mój wnuczek mieszkanie kupił! ...na Hitlerstrasse! (dziś ul. Kościuszki, gdyby ktoś nie wiedział).

Kolejnym faktem jest to, iż w swojej prawie 400-letniej niemieckiej historii Nowa Sól była świadkiem przeróżnych wojen czy klęsk, jednak stosunkowo niedawno, bo niecałe 87 lat temu, to sami mieszkańcy postanowili zasiać w mieście odrobinę chaosu. 16 listopada 1923 roku, w Neusalz miały miejsce wydarzenia określane przez historyka niemieckiego W. G. Schultza jako „Czarny Piątek". Światowy kryzys gospodarczy i wywołana przez niego w Niemczech hiperinflacja, doprowadziły do rozruchów na tle rosnących w zastraszającym tempie cen żywności. Efektem tego było zdemolowanie ówczesnego ratusza oraz ok. 30 sklepów na terenie całego miasta. Policja z Zielonej Góry, Głogowa, Kożuchowa i Legnicy przez trzy dni starała się opanować sytuację, posuwając się nawet do użycia ostrej amunicji.

Dziś historia zatoczyła swoiste koło. Znów mamy kryzys gospodarczy, i choć zamieszki nam nie grożą, to swoistym deja vu mogą być Talary Solne – lokalny środek płatniczy wypuszczony niedawno do obiegu, który przywodzi na myśl skojarzenia z tzw. „notgeldami" - zastępczym pieniądzem, mającym niwelować negatywne skutki gospodarczej bessy.

Osvobozhdenie z Rambo w tle

W ubiegłym roku minęła 250 rocznica jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Nowej Soli, a mianowicie wielkiego pożaru gminy braci morawskich, spowodowanego przez stacjonujących w mieście Rosjan, którzy to zatrzymali się tu w celu odbicia Śląska z rąk pruskich w ramach toczącego się wówczas konfliktu, znanego dziś jako wojna siedmioletnia.

Niespełna 200 lat później, 14 lutego 1945 roku (w niedzielę kolejna rocznica), Armia Czerwona wyzwalając Nową Sól spod panowania hitlerowców zachowała się bardzo podobnie, jak ich przodkowie z XVIII wieku. Większość drugowojennych zniszczeń nie była efektem walk z Niemcami, a wynikiem samowoli radzieckich wojaków. Na przykład, w miejscu, gdzie dziś stoi główny budynek PKO, przed wojną znajdował się urokliwy zajazd pocztowy. Dziś do obejrzenia tylko na zdjęciach.

Jak wiadomo, Rosjanie, którzy weszli do Polski w 1945 roku, wyszli z niej dopiero na początku lat '90 ubiegłego stulecia. Nie wszystkim się to podobało, ale miało to też swoje dobre strony. Stacjonującym w Nowej Soli żołnierzom bratniej armii, często zdarzało się oglądać najnowsze, często zakazane filmy (także te hollywoodzkie). A że wszystko przepuszczane było przez nadajnik, wielu nowosolan właśnie wtedy pierwszy raz zobaczyło takie produkcje jak "Rambo", których na próżno było wtedy szukać w poczciwej TVP.

Europejska egzotyka

Jednak Niemcy czy Rosjanie to nic nadzwyczajnego, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że bywali w okolicy Neusalz tak egzotyczni z naszego punktu widzenia wojacy, jak Szwedzi czy Francuzi.

Ci pierwsi dotarli tu z okazji czegoś, co dziś nazywamy "potopem". Skandynawowie nie stacjonowali bezpośrednio w mieście, lecz w jego niedalekim sąsiedztwie, toteż istnieją duże szanse na to, iż zdarzało im się odwiedzać miasto. Jedynymi zachowanymi do dziś pamiątkami po przybyszach zza morza są szczątki redut i innych umocnień ziemnych, rozsiane po lasach między Stanami, Borowcem i Siedliskiem. Sama tematyka Szwedów jest dość słabo zbadana i w dużej mierze wciąż opiera się na hipotezach.

Jeszcze mniej wiadomo o wojskach francuskich, które w czasach napoleońskich maszerowały przez nasze ziemie. W Królikowicach, nieopodal Nowego Miasteczka mieścił się ich obóz, jednak jego dokładna lokalizacja wciąż oscyluje w sferze domysłów. Nie da się jednak ukryć, że na niemieckich mapach tego terenu widnieje coś, co po przetłumaczeniu brzmi jak "francuska sosna". I nie ma podstaw by niemieckim kartografom nie wierzyć, gdy na ich diablo-dokładnych, tzw"messtischblattach" zaznaczone było wszystko, łącznie z najmniejszym kamykiem (o ile był on godny odnotowania). Najprawdopodobniej jednak sosna już dawno padła ofiarą jakiegoś nadgorliwego drwala. Dla ciekawskich pozostał tylko dąb Napoleona w Zaborze. (Tekst powstał, gdy dąb jeszcze stał - autor)

Znasz li ten kraj

W tym roku minie 65 lat od dnia, gdy Nowa Sól wraz z całym pasem ziem odzyskanych wróciła do macierzy, choć gdy te ziemie nam zabrano, na miejscu naszego miasta najpewniej pasły się jeszcze sarenki. Nie zmienia to jednak faktu, że od sześciu i pół dekady, w Nowej Soli językiem urzędowym jest polski, a od nieco ponad dwóch możemy tą polskość nabierać w płuca bez skrępowania oraz sierpa i młota nad głową.

Nowa Sól pod polską banderą często dryfowała zamiast trzymać się sztywno jednego kursu. Ostatnie dwadzieścia lat minęło nam pod znakiem krasnali, bezrobocia, powodzi tysiąclecia i odradzającej się na nowo gospodarki. W tym czasie Polska stała się członkiem Unii Europejskiej, więc Niemcy, Szwedzi czy Francuzi mogli znów bez przeszkód pojawić się w mieście. Tym razem bez szabli i muszkietów.

W pozostałych rolach

Gdy opadła żelazna kurtyna, w Nowej Soli zaczęli zjawiać się nie tylko Europejczycy, ale też Azjaci czy Afroamerykanie. Otwierali tu swoje małe biznesy, grali w lokalnych drużynach piłkarskich i z czasem przestali budzić zdziwienie na ulicach miasta, które jeszcze niedawno mogło być ich ostatnim miejscem pobytu, i to bynajmniej nie ze względu na jego uroki.

Swoistym podsumowaniem egzotycznych wizyt było powstanie fabryki telewizorów, wraz z którą na ulicch Nowej Soli pojawiać zaczęły się grupki Japończyków, co w latach komuny było chyba nie do pomyślenia.

Nie wiemy też, jakich jeszcze gości przyjdzie nam witać, nie mamy też pewności, czy wiemy o wszystkich z przeszłosci. Bo jak wytłumaczyć małą studzienkę na ul. Kasprowicza, skrywającą instalacje gazowe tudzież wodne, okraszoną szlaczkami w języku... arabskim?

Zdjęcia

  • Arabska klapa na ul. Kasprowicza w Nowej Soli

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać